Pamiętacie wpis o Słoiku Szczęścia sprzed roku? -> klik. Gdy podjęłam postawione sobie wyzwanie zastanawiałam się, czy jest to możliwe, żeby codziennie przez cały rok pisać małe karteczki ze szczęśliwymi chwilami danego dnia. Otóż... da się! Przyznam, że o ile na początku jest dosyć łatwo, o tyle z biegiem czasu robiłam sobie kilku, czasem kilkunastodniowe zaległości. Ale w końcu któregoś dnia siadałam, nadrabiałam.
Czy było warto? Zdecydowanie tak. Czekałam na tą chwilę, w której będę mogła przeczytać wszystkie 365 karteczek i przypomnieć, co dawało mi szczęście przez miniony rok. Tak się stało dzisiaj, w ostatni dzień 2015 roku. Ze wzruszeniem czytałam o spotkaniach, rozmowach, sytuacjach, filmach, żartach, przytulaniu, odprowadzaniu, zakupach, rekolekcjach, wygranych konkursach, zabawach, wywiadach, pozdawanych egzaminach, i wielu, wielu momentach, dzięki którym dany dzień był niezwykłym dniem.
To wspaniałe mieć świadomość jak wiele dobrego zdarzyło się w moim życiu przez ten rok. Mogę to szczerze przyznać: jestem szczęśliwa :)
Życzę Wam, byście w nadchodzącym roku potrafili dostrzegać radość, która jest Waszym udziałem. Stwarzajcie sytuacje, w których możecie być prawdziwie szczęśliwi. Wszystkiego, co najlepsze!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Refleksje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Refleksje. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 31 grudnia 2015
czwartek, 26 listopada 2015
Ej, Ty masz takie fajne życie, też tak chcę!
- O czym myślisz?
- O życiu.
Tak często odpowiadam na zadane mi pytanie.
A Ty myślisz czasem o swoim życiu? Jakie ono jest? Jakie chciałbyś, żeby było?
W mojej głowie zrodziło się ostatnio sporo refleksji na ten temat, którymi pragnę się z Tobą podzielić.
O czym myślę, gdy do głowy przychodzi mi hasło "moje życie"?
Myślę o ludziach, których mam wokół siebie: tych, których mam na co dzień i tych, którzy są 100 km dalej. Myślę o tych, którzy w niewyjaśniony sposób pojawiają się nagle wtedy, kiedy trzeba. Myślę o tych, za którymi tęsknię, choć nie widzimy się zaledwie kilka dni.
Myślę o swoich studiach, na których zdobywam wiedzę, nieraz dobrze się bawiąc.
Myślę też o swojej codzienności. O tym, że mam ciepło, mam co jeść i w co się ubrać. Myślę o tym, że super jest zjeść naleśniki z nutellą czy wypić owocową herbatę. Przyjemnie jest schować się pod kocem i obejrzeć film albo pójść na bal i poczuć się jak księżniczka.
Myślę o tym, co mnie ukształtowało, o wartościach, o wierze, o oazie, o wychowaniu.
Myślę o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. A szczególnie o przyszłości.
Myślę o tym, że moje życie jest wspaniałe. Nie znaczy to, że nie ma w nim smutków, trudności ani stresu. Te staram się przyjmować ze spokojem i mimo wszystko szukać pozytywów.
Niedawno usłyszałam takie słowa "Ej, Ty masz takie fajne życie, też tak chcę!". Urzekło mnie to stwierdzenie. Nie chodzi mi o to, by się chwalić, ale o to, by docenić swoje życie takim jakie ono jest i dążyć do tego, by wciąż było co raz lepsze. Czasem wystarczy zrobić maleńki krok, by zacząć być choć trochę bardziej szczęśliwym.
niedziela, 4 października 2015
Niedziela
W pierwszą niedzielę w nowym roku akademickim postanowiłam wybrać się na spacer do pobliskiego parku. Już po chwili miałam wrażenie, że znajduję się w innym świecie. Na co dzień zabieganie, uciekające autobusy, pędzący przechodnie, tłumy, zgiełk... A tutaj? Spokój, uśmiech, rozmowy, spacerujące rodziny z dziećmi. Piękne, ciepłe, jesienne popołudnie z bliskimi. Urzekł mnie ten obrazek, więc postanowiłam uwiecznić go w wierszu. Wzięłam długopis w dłoń i tak powstał poniższy utwór.
„Niedziela”
5 dni w tygodniu każdy pędzi,
biegnie -
Można to zobaczyć i w nocy i we
dnie.
Autobus ucieka, inny w korku
stoi,
Już nawet nie wiadomo, dokąd
każdy goni.
Dzień szósty przejściowy – po prostu
sobota:
Zakupy, sprzątanie, wciąż jakaś
robota.
Mniej ludzi na ulicach, bo każdy
zajęty
Już się szykuje na dzień siódmy –
święty.
W końcu nadchodzi wyczekana niedziela,
Gdy jeden człowiek na drugiego
spoziera,
Poświęca mu chwilę, patrzy prosto
w oczy
I chce znów na nowo nim się
zauroczyć.
Koleżanki, rodziny, zakochane
pary,
Ktoś na hulajnodze, rowerze, z
psem, co wabi się Larry.
Spacerują, rozmawiają, bo czasu
im nie szkoda,
A sprzyja temu piękna, jesienna
pogoda.
Na ławeczce siedzi sobie pewna
starsza pani
I obserwuje uważnie, co dzieje
się w oddali.
Obok niej dziewczyna długopis
lekko trzyma,
Jeden wiersz kończy, kolejny
zaczyna.
środa, 30 września 2015
Wakacje w 30 słowach
Rekolekcje oazowe, Bieszczady, rolki, gitara, śpiew, taniec, ewangelizacja, muzeum, spotkania, rozmowy, prace plastyczne, urodziny, ciasteczka, dni wspólnoty, oaza jedności, śluby, koncerty, zmiana fryzury, szukanie mieszkania, Gitarzysta-Liturgista, listy, Apel Młodych...
Można by wymieniać długo, napisać o wiele więcej niż 30 słów. Faktem jest, że wakacje 2015 dobiegają końca. Pragnę podzielić się z Wami radością, że mogłam w tym czasie doświadczyć takiego ogromu dobra. Ode mnie tylko (a może aż) tyle ;)
Na koniec zadanie dla Ciebie: przypomnij sobie, co w ostatnim czasie sprawiło Ci radość i podziękuj za to Bogu. Zwyczajnie, tak jak potrafisz.
czwartek, 30 lipca 2015
Krok, krok, stop.
To miał być długi wpis o tym jak pięknie jest w Bieszczadach i co mnie w nich urzekło.
Zamiast tego zostawiam Was z dwoma zdaniami wstępu, trzema zdjęciami i czterema linijkami osobistej refleksji.
Krok, krok... cisza.
Krok, krok... motyl siadł.
Stop. Teraz liczy się ta chwila.
Stop. Teraz liczy się ten świat.
wtorek, 17 lutego 2015
Być superwoman.
Tydzień temu wzięłam udział w przebieranym balu karnawałowym. Zdecydowałam się na przebranie superwoman bez specjalnego powodu. Na zabawie kilka osób pytało mnie "jakie masz supermoce?". Pomyślałam, że dobrą odpowiedzią będzie "pomaganie ludziom". I kilka razy podczas imprezy te słowa się spełniły.
Pytanie o supermoce skłoniło mnie do refleksji, czy dałoby się na co dzień być taką superwoman. Przecież nie trzeba ratować całego świata, by uczynić go lepszym dla drugiej osoby. A zatem życzę Ci, byś stawał się superczłowiekiem przez proste gesty, które sprawią, że na czyjejś twarzy pojawi się uśmiech :)
Pytanie o supermoce skłoniło mnie do refleksji, czy dałoby się na co dzień być taką superwoman. Przecież nie trzeba ratować całego świata, by uczynić go lepszym dla drugiej osoby. A zatem życzę Ci, byś stawał się superczłowiekiem przez proste gesty, które sprawią, że na czyjejś twarzy pojawi się uśmiech :)
czwartek, 8 stycznia 2015
Być szczęśliwym 365 dni w roku :)
Tytuł optymistyczny, ale czy to faktycznie możliwe? Czasem czujemy, że jesteśmy szczęśliwi, ale żeby tak codziennie myśleć o tym, co nam daje radość? Niewątpliwie może w tym pomóc inicjatywa Słoika Szczęścia.
O co chodzi?
Cytując autorkę facebookowego wydarzenia (klik):
"Przez cały rok, każdego dnia, zasiadasz na chwilę wieczorem przed skrawkiem kartki i zapisujesz najszczęśliwszy moment danego dnia.
To nie musi być nic dużego, widocznego, a drobnostka, która sprawiła, że cały dzień mieliśmy dobry humor, albo poprawił się on nam dopiero wieczorem.
Nawet w smutne, pozornie nieobfitujące w szczęśliwe momenty dni można dostrzec coś pozytywnego, co się nam wydarzyło. I to zapiszmy.
Po 52 tygodniach, 365 dniach otwierasz Słoik Szczęścia i czytasz i... oczom nie wierzysz.
W życiu liczą się drobne chwile, o których zapominamy. Pomóżmy sobie o nich nie zapomnieć."
Może i Ty chcesz być każdego dnia troszkę szczęśliwszym niż zwykle? Jeśli tak, to zachęcam Cię do założenia swojego słoika/pudełka/koperty czy czegokolwiek chcesz, by wrzucać tam codziennie, zapisane kilkoma słowami, karteczki ze szczęśliwymi chwilami. Mam nadzieję, że regularne wypełnianie słoika pomoże być szczęśliwszym na co dzień, czego sobie i Tobie życzę.
O co chodzi?
Cytując autorkę facebookowego wydarzenia (klik):
"Przez cały rok, każdego dnia, zasiadasz na chwilę wieczorem przed skrawkiem kartki i zapisujesz najszczęśliwszy moment danego dnia.
To nie musi być nic dużego, widocznego, a drobnostka, która sprawiła, że cały dzień mieliśmy dobry humor, albo poprawił się on nam dopiero wieczorem.
Nawet w smutne, pozornie nieobfitujące w szczęśliwe momenty dni można dostrzec coś pozytywnego, co się nam wydarzyło. I to zapiszmy.
Po 52 tygodniach, 365 dniach otwierasz Słoik Szczęścia i czytasz i... oczom nie wierzysz.
W życiu liczą się drobne chwile, o których zapominamy. Pomóżmy sobie o nich nie zapomnieć."
Może i Ty chcesz być każdego dnia troszkę szczęśliwszym niż zwykle? Jeśli tak, to zachęcam Cię do założenia swojego słoika/pudełka/koperty czy czegokolwiek chcesz, by wrzucać tam codziennie, zapisane kilkoma słowami, karteczki ze szczęśliwymi chwilami. Mam nadzieję, że regularne wypełnianie słoika pomoże być szczęśliwszym na co dzień, czego sobie i Tobie życzę.
środa, 31 grudnia 2014
czwartek, 9 października 2014
W poszukiwaniu 4 rzeczy.
Miejsce: Warszawa
Cel: Odnaleźć 4 z 11 pianin, których miejsca zostały wymienione w artykule -> klik i w miarę możliwości zagrać na którymś z nich.
Czas: od wyjścia z uczelni do czasu odwiedzenia wszystkich wyznaczonych punktów.
Środki komunikacji: autobusy, tramwaje, własne nogi
Przebieg wyprawy:
Pierwszy punkt - Bracka 20. Przeszłam kilka razy obok budynku z tym adresem, niestety pianina nie znalazłam. Poszłam szukać kolejnego punktu. Po dosyć długich poszukiwaniach przez szybę jakiegoś lokalu (nie sprawdzałam czy otwarty, ale nie było w nim widać ludzi) dostrzegłam poniższe pianino. Nie weszłam do lokalu, jedynie przez szybę zrobiłam zdjęcie i poszłam szukać kolejnych instrumentów.
Poznańska 21 - kolejne miejsce, w którym nie udało mi się zlokalizować pianina. Dalej - Wilcza 28. Żeby dojść do pianina trzeba było wejść do ogródka jakiegoś lokalu. Weszłam, by uwiecznić na zdjęciu drugie odnalezione pianino. Niestety i o nim trudno powiedzieć, że jest "ogólnodostępne" jak głosi artykuł. Instrument był bowiem zamknięty na kłódkę.
"Dobra, widziałam 4 pianina, mogę wracać do domu." Wsiadłam do tramwaju i to miał być koniec mojej wycieczki. Ale jadąc wymienionym środkiem transportu, przejeżdżałam koło pl. Politechniki i spojrzałam na pianino, tym razem całkiem samotne - nikt na nim nie grał. Szybka myśl, że teraz właśnie jest okazja, żeby zagrać. Wysiadłam z tramwaju i podążyłam w stronę pianina. Zaczęłam grać jakąś melodię, której nie jestem w stanie powtórzyć. Po prostu położyłam ręce na klawiszach i grałam. Wokół mnie wielu spieszących się przechodniów, za mną ruchliwa droga. Ale jakoś nie stresowałam się zbytnio tym, co dzieje się wokół. Cieszyłam się tą chwilą - że mogłam zagrać na pianinie i to w środku Warszawy :)
A zatem mój cel został zrealizowany i to w jeszcze piękniejszej formie niż zamierzałam. Oprócz odnalezienia 4 pianin, odwiedzenia 6 miejsc, w których powinny one stać miałam okazję posłuchać niezwykłych wykonań utworów, zwiedzić kawałek Warszawy, rozkoszować się ciepłym, jesiennym dniem i spojrzeć inaczej na człowieka. Nawet niezbyt elegancko ubrany mężczyzna czy całkiem zwyczajnie wyglądająca dziewczyna okazali się świetnymi pianistami. Pobudziło mnie to do refleksji ilu niezwykłych ludzi mijam codziennie na ulicy, na uczelni? Wniosek: choć nie da się tego dostrzec na pierwszy rzut oka, to każdy z nas jest wyjątkowy :)
Cel: Odnaleźć 4 z 11 pianin, których miejsca zostały wymienione w artykule -> klik i w miarę możliwości zagrać na którymś z nich.
Czas: od wyjścia z uczelni do czasu odwiedzenia wszystkich wyznaczonych punktów.
Środki komunikacji: autobusy, tramwaje, własne nogi
Przebieg wyprawy:
Pierwszy punkt - Bracka 20. Przeszłam kilka razy obok budynku z tym adresem, niestety pianina nie znalazłam. Poszłam szukać kolejnego punktu. Po dosyć długich poszukiwaniach przez szybę jakiegoś lokalu (nie sprawdzałam czy otwarty, ale nie było w nim widać ludzi) dostrzegłam poniższe pianino. Nie weszłam do lokalu, jedynie przez szybę zrobiłam zdjęcie i poszłam szukać kolejnych instrumentów.
Poznańska 21 - kolejne miejsce, w którym nie udało mi się zlokalizować pianina. Dalej - Wilcza 28. Żeby dojść do pianina trzeba było wejść do ogródka jakiegoś lokalu. Weszłam, by uwiecznić na zdjęciu drugie odnalezione pianino. Niestety i o nim trudno powiedzieć, że jest "ogólnodostępne" jak głosi artykuł. Instrument był bowiem zamknięty na kłódkę.
Jako, że był to ostatni punkt na mojej mapce udałam się w kierunku przystanku tramwajowego, by wrócić do domu. Gdy byłam już blisko placu Politechniki, gdzie miałam wsiadać do tramwaju, spojrzałam w lewo, patrzę - tęcza. Ta słynna z pl. Zbawiciela, której nigdy nie miałam okazji zobaczyć na żywo. Postanowiłam, że pójdę w kierunku tej tęczy. Przeszłam dosłownie kilka minut drogi, gdy zobaczyłam kilku młodych ludzi stojących w półkolu, a zza nich dobiegające dźwięki pianina :) Grał na nim pewien pan, widoczny na poniższym zdjęciu. Nie wygląda na zawodowca, prawda? Ale był niesamowity! Nie wiem kim jest, jak się nauczył grać i od jak dawna to robi, ale jego ruchy wskazywały na wiele lat ćwiczeń. Stanęłam więc razem z ową młodzieżą i wsłuchiwałam się w melodie grane przez mężczyznę. Stałam tak z kilka utworów. Później zagrała jeszcze jedna z obserwujących wcześniej dziewczyn, potem druga. Radziły sobie całkiem dobrze. Pan chwilę ich posłuchał, stwierdził, że grał tu 3 godziny i że już starczy.
Odeszłam, by dotrzeć pod tęczę, gdzie (jak sobie w tym momencie przypomniałam) miało stać
kolejne pianino. Podążając chodnikiem przypadkowo szłam za panem, który chwilę wcześniej wyczyniał cuda na klawiszach. Nie trudno się domyśleć, gdzie szedł ;) Zrobiłam poniższe zdjęcie i odeszłam."Dobra, widziałam 4 pianina, mogę wracać do domu." Wsiadłam do tramwaju i to miał być koniec mojej wycieczki. Ale jadąc wymienionym środkiem transportu, przejeżdżałam koło pl. Politechniki i spojrzałam na pianino, tym razem całkiem samotne - nikt na nim nie grał. Szybka myśl, że teraz właśnie jest okazja, żeby zagrać. Wysiadłam z tramwaju i podążyłam w stronę pianina. Zaczęłam grać jakąś melodię, której nie jestem w stanie powtórzyć. Po prostu położyłam ręce na klawiszach i grałam. Wokół mnie wielu spieszących się przechodniów, za mną ruchliwa droga. Ale jakoś nie stresowałam się zbytnio tym, co dzieje się wokół. Cieszyłam się tą chwilą - że mogłam zagrać na pianinie i to w środku Warszawy :)
A zatem mój cel został zrealizowany i to w jeszcze piękniejszej formie niż zamierzałam. Oprócz odnalezienia 4 pianin, odwiedzenia 6 miejsc, w których powinny one stać miałam okazję posłuchać niezwykłych wykonań utworów, zwiedzić kawałek Warszawy, rozkoszować się ciepłym, jesiennym dniem i spojrzeć inaczej na człowieka. Nawet niezbyt elegancko ubrany mężczyzna czy całkiem zwyczajnie wyglądająca dziewczyna okazali się świetnymi pianistami. Pobudziło mnie to do refleksji ilu niezwykłych ludzi mijam codziennie na ulicy, na uczelni? Wniosek: choć nie da się tego dostrzec na pierwszy rzut oka, to każdy z nas jest wyjątkowy :)
niedziela, 21 września 2014
Bóg kocha i wzywa!
"Ten Kościół nie umiera, ten Kościół żyje."
Zabawnie jest cytować samą siebie. Choć te słowa nie są żadnym odkryciem, to faktycznie tak powiedziałam, dwa dni temu - dzień przed długo wyczekiwanym Apelem Młodych. A dziś, gdy jest już po całym wydarzeniu, co mogę powiedzieć? Że te słowa spełniły się w stu procentach. Z racji, że stałam na scenie razem z chórem, miałam możliwość widzieć tą kilkutysięczną rzeszę młodych, radosnych, pełnych energii ludzi chwalących Pana Boga, śpiewających ze wszystkich sił "Na zawsze Bóg jest wierny(...) na zawsze Bóg jest z Nami".
"To jest nasza służba, że my możemy coś dać z siebie."
Wielką radością jest dla mnie, że mogłam służyć na tym Apelu poprzez śpiew. To jest coś, co zawsze lubiłam robić. I choć śpiewanie w chórze wymaga sporego wysiłku, prób i trwania w pozycji stojącej przez kilka godzin, to co roku stwierdzam to samo - było warto! W tym roku szczególnie poczułam taką więź z ludźmi z chóru - że staliśmy razem, a nie obok siebie. Że na próbach pomagaliśmy sobie, na ile tylko potrafiliśmy - wzajemnie podśpiewywaliśmy sobie do ucha głosy czy powtarzaliśmy teksty, albo rozmawialiśmy o rzeczach kompletnie nie związanych z muzyką. Dziękuję Wam, drodzy chórzyści :)
"Ta osoba mówi takim językiem jakim potrafi."
Słowa, które wypowiedziałam kilka dni wcześniej, nie spodziewałam się, że okażą się aż tak prawdziwe. Uświadomiło mi to dwóch chłopaków - Piotrek i Jacek "Wyrwani z Niewoli" - którzy mówili o swoich doświadczeniach, o tym, jak Bóg przemienił ich życie. "Dzisiaj dla Radomia ważna informacja - Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia!". Te słowa cały czas gdzieś tkwią w mojej głowie. Chłopaki oprócz mówienia świadectwa, rapowali. Nigdy nie przepadałam za taką muzyką, a tutaj okazało się, że język tych młodych chłopaków potrafi trafić nawet do osoby, która nie jest fanem rapu. To niesamowite, że Bóg może wyciągnąć ludzi nawet z największego bagna, czego żywym przykładem jest właśnie tych dwóch chłopaków.
Cieszę się, że po raz kolejny mogłam uczestniczyć w tak niezwykłym wydarzeniu, jakim jest Apel Młodych i doświadczyć po raz kolejny tego, że "Bóg kocha i wzywa!"
PS. Cytaty rozpoczynające kolejne akapity pochodzą z moich wypowiedzi z wywiadu dla Radia Plus Radom, którego byłam gościem wraz z koleżanką z chóru - Agatą, kilka dni przed koncertem. Całości wywiadu możecie posłuchać tutaj -> http://radioplus.com.pl/component/k2/5290-spotkaj-sie-z-biskupem-na-apelu.html
Zabawnie jest cytować samą siebie. Choć te słowa nie są żadnym odkryciem, to faktycznie tak powiedziałam, dwa dni temu - dzień przed długo wyczekiwanym Apelem Młodych. A dziś, gdy jest już po całym wydarzeniu, co mogę powiedzieć? Że te słowa spełniły się w stu procentach. Z racji, że stałam na scenie razem z chórem, miałam możliwość widzieć tą kilkutysięczną rzeszę młodych, radosnych, pełnych energii ludzi chwalących Pana Boga, śpiewających ze wszystkich sił "Na zawsze Bóg jest wierny(...) na zawsze Bóg jest z Nami".
"To jest nasza służba, że my możemy coś dać z siebie."
Wielką radością jest dla mnie, że mogłam służyć na tym Apelu poprzez śpiew. To jest coś, co zawsze lubiłam robić. I choć śpiewanie w chórze wymaga sporego wysiłku, prób i trwania w pozycji stojącej przez kilka godzin, to co roku stwierdzam to samo - było warto! W tym roku szczególnie poczułam taką więź z ludźmi z chóru - że staliśmy razem, a nie obok siebie. Że na próbach pomagaliśmy sobie, na ile tylko potrafiliśmy - wzajemnie podśpiewywaliśmy sobie do ucha głosy czy powtarzaliśmy teksty, albo rozmawialiśmy o rzeczach kompletnie nie związanych z muzyką. Dziękuję Wam, drodzy chórzyści :)
| Żródło: http://radom.gosc.pl/gal/pokaz/2168454.Apel-Mlodych-w-Radomiu/46#gt |
Słowa, które wypowiedziałam kilka dni wcześniej, nie spodziewałam się, że okażą się aż tak prawdziwe. Uświadomiło mi to dwóch chłopaków - Piotrek i Jacek "Wyrwani z Niewoli" - którzy mówili o swoich doświadczeniach, o tym, jak Bóg przemienił ich życie. "Dzisiaj dla Radomia ważna informacja - Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia!". Te słowa cały czas gdzieś tkwią w mojej głowie. Chłopaki oprócz mówienia świadectwa, rapowali. Nigdy nie przepadałam za taką muzyką, a tutaj okazało się, że język tych młodych chłopaków potrafi trafić nawet do osoby, która nie jest fanem rapu. To niesamowite, że Bóg może wyciągnąć ludzi nawet z największego bagna, czego żywym przykładem jest właśnie tych dwóch chłopaków.
Cieszę się, że po raz kolejny mogłam uczestniczyć w tak niezwykłym wydarzeniu, jakim jest Apel Młodych i doświadczyć po raz kolejny tego, że "Bóg kocha i wzywa!"
PS. Cytaty rozpoczynające kolejne akapity pochodzą z moich wypowiedzi z wywiadu dla Radia Plus Radom, którego byłam gościem wraz z koleżanką z chóru - Agatą, kilka dni przed koncertem. Całości wywiadu możecie posłuchać tutaj -> http://radioplus.com.pl/component/k2/5290-spotkaj-sie-z-biskupem-na-apelu.html
piątek, 27 czerwca 2014
Wolność i służba
Nadchodzi w życiu studenta taki czas, gdy jest już po sesji. Niektórzy wyrażają swoją radość pisząc w swoich statusach na Fb o zasłużonych, wyczekanych wakacjach, inni wrzucają zdjęcia z pozdrowieniami znajomych, a ja postanowiłam podzielić się kawałkiem radości właśnie tutaj.
Choć zmęczenie robi swoje to cieszę się, że udało mi się zakończyć drugą w życiu sesję i jednocześnie pierwszy rok studiów. Ten rok był całkiem inny niż poprzednie - brzmi nieco banalnie, ale serio, na studiach sporo się zmienia. Dla mnie ten pierwszy rok w Warszawie, rok wchodzenia w tzw. "studenckie życie" to wiele nowych doświadczeń, wspaniałych osób, nauka jeszcze większej odpowiedzialności i podejmowania decyzji. To również rok podróżowania z walizką tam i z powrotem na jakże malowniczej trasie Warszawa-Radom. Chciałabym podsumować ten rok (akademicki), ale mam wrażenie, że wydarzyło się tak wiele, że nie sposób to wszystko ogarnąć. Może zostanę przy tym, że jestem zwyczajnie zadowolona z tego, czego miałam okazję doświadczyć przez ten czas.
Drugi człon tytułu zapowiada nadchodzące wielkimi krokami wydarzenie jakim są rekolekcje wakacyjne Ruchu Światło-Życie, na które wyjeżdżam już jutro. Bardzo mnie cieszy, że będę mogła po raz kolejny służyć muzycznie i nie tylko ;)
Na koniec życzę Wam udanych, dobrze spędzonych wakacji. Żebyście mogli powiedzieć po powrocie do codziennych obowiązków: "Nie zmarnowałem/am tego czasu".
Z wakacyjnymi pozdrowieniami,
Kar.
Choć zmęczenie robi swoje to cieszę się, że udało mi się zakończyć drugą w życiu sesję i jednocześnie pierwszy rok studiów. Ten rok był całkiem inny niż poprzednie - brzmi nieco banalnie, ale serio, na studiach sporo się zmienia. Dla mnie ten pierwszy rok w Warszawie, rok wchodzenia w tzw. "studenckie życie" to wiele nowych doświadczeń, wspaniałych osób, nauka jeszcze większej odpowiedzialności i podejmowania decyzji. To również rok podróżowania z walizką tam i z powrotem na jakże malowniczej trasie Warszawa-Radom. Chciałabym podsumować ten rok (akademicki), ale mam wrażenie, że wydarzyło się tak wiele, że nie sposób to wszystko ogarnąć. Może zostanę przy tym, że jestem zwyczajnie zadowolona z tego, czego miałam okazję doświadczyć przez ten czas.
Drugi człon tytułu zapowiada nadchodzące wielkimi krokami wydarzenie jakim są rekolekcje wakacyjne Ruchu Światło-Życie, na które wyjeżdżam już jutro. Bardzo mnie cieszy, że będę mogła po raz kolejny służyć muzycznie i nie tylko ;)
Na koniec życzę Wam udanych, dobrze spędzonych wakacji. Żebyście mogli powiedzieć po powrocie do codziennych obowiązków: "Nie zmarnowałem/am tego czasu".
Z wakacyjnymi pozdrowieniami,
Kar.
niedziela, 25 maja 2014
2 muzyczne światy
Jedna niedziela - Luxtorpeda, kolejna - Chopin. Zestawienie nieco dziwne tym bardziej, że na co dzień nie słucham ani rocka ani muzyki klasycznej. Muszę powiedzieć, że oba koncerty, na których miałam okazję być: Luxtorpedy w Radomiu w ramach JuwenDAliów oraz koncercie Miki Okumura z Japonii w ramach 55 sezonu Koncertów Chopinowskich w warszawskich Łazienkach były ciekawym doświadczeniem: posłuchanie czegoś innego niż zazwyczaj, obserwacja nie tylko artystów, ale też reakcji ludzi.
Najpierw co nieco o świecie nr 1 - Luxtorpeda. Znam jedynie kilka piosenek tego zespołu, ale chętnie wsłuchiwałam się w teksty tych, które były dla mnie nowością. "Wiara, siła, męstwo to nasze zwycięstwo" czy "wybaczam Ci wszystko" to tylko fragmenty tekstów, które niewątpliwie są wartościowe, mają konkretne, sensowne przesłanie. I trochę przestałam się dziwić, czemu tak wielu moich znajomych słucha tego zespołu ;) Mimo, iż dla mnie są to trochę zbyt hałaśliwe/ciężkie (trudno to nazwać) rytmy, to cieszę się, że mogłam uczestniczyć w koncercie. Zobaczyłam jak to wygląda, posłuchałam, co mówi Litza ze sceny, jak reaguje publiczność. Stojąc gdzieś z tyłu byłam raczej w roli obserwatora niż czynnego uczestnika koncertu, ale ta rola całkiem mi odpowiadała. Poza podśpiewywaniem np. "na pierwszy rzut oka nie widać, że Cię kocham" pozostałam bierna z tyłu, przyglądając się całości. Mimo wszystko piosenki Luxtorpedy od niedzielnego koncertu goszczą w moich głośnikach.
Najpierw co nieco o świecie nr 1 - Luxtorpeda. Znam jedynie kilka piosenek tego zespołu, ale chętnie wsłuchiwałam się w teksty tych, które były dla mnie nowością. "Wiara, siła, męstwo to nasze zwycięstwo" czy "wybaczam Ci wszystko" to tylko fragmenty tekstów, które niewątpliwie są wartościowe, mają konkretne, sensowne przesłanie. I trochę przestałam się dziwić, czemu tak wielu moich znajomych słucha tego zespołu ;) Mimo, iż dla mnie są to trochę zbyt hałaśliwe/ciężkie (trudno to nazwać) rytmy, to cieszę się, że mogłam uczestniczyć w koncercie. Zobaczyłam jak to wygląda, posłuchałam, co mówi Litza ze sceny, jak reaguje publiczność. Stojąc gdzieś z tyłu byłam raczej w roli obserwatora niż czynnego uczestnika koncertu, ale ta rola całkiem mi odpowiadała. Poza podśpiewywaniem np. "na pierwszy rzut oka nie widać, że Cię kocham" pozostałam bierna z tyłu, przyglądając się całości. Mimo wszystko piosenki Luxtorpedy od niedzielnego koncertu goszczą w moich głośnikach.
(Zdjęcia: Duszpasterstwo Akademickie Radom)
Kończąc rzut okiem na zdjęcia przechodzimy do świata nr 2. Chopin. "To ktoś jeszcze tego słucha?" - można spytać. Aż się człowiek dziwi, gdy widzi tłumy ludzi - brak wolnych ławek, a nawet kawałków trawy pod warszawskim pomnikiem Chopina. Chciałam być blisko, więc pozostało mi siedzieć na jakiejś żwirkowej alejce, ale było warto. Zaledwie kilka metrów dzieliło mnie od artystki. I choć słońce świeciło mi prosto w oczy, obserwowałam i dziwiłam się z jaką gracją można grać na fortepianie. Do tego wszystkiego dochodziły emocje. Patrząc na występującą kobietę zrobiło mi się trochę smutno. Czemu? Bo szkoda mi było, że nie potrafię tak jak ona poczuć tej muzyki; naturalnie, delikatnie się uśmiechnąć przy radośniejszym fragmencie, a skupić przy bardziej majestatycznym; każdy utwór przeżywać wciąż na nowo. Po kilku utworach obserwacji postawy i mimiki kobiety zamknęłam oczy, by wsłuchać się w wydobywające się dźwięki fortepianu. Było to możliwe, gdyż zgromadzony tłum (po części pewnie przypadkowych spacerowiczów) trwał w milczeniu, niemal bezruchu, jak zaczarowany. Wszyscy wpatrzeni w Mikę Okumura i wsłuchani w niesamowite melodie Chopina. Odchodząc z miejsca koncertu muzyka jakby jeszcze grała - już nie w głośnikach, ale gdzieś wewnątrz, w człowieku.
(Zdjęcie: Stołeczna Estrada - zdjęcie pochodzi z jednego z wcześniejszych Koncertów Chopinowskich)
czwartek, 13 lutego 2014
Z miłości do muzyki.
Jutro dzień, w którym miłość czuć na kilometr, zakochane pary spędzają razem czas, mężczyźni biegają do ukochanych z kwiatami...

A ja z miłości do muzyki i do tego, co z nią i przez nią można zrobić jadę na 10 dni na KAMUZO czyli Kurs Animatorów Muzycznych Oaz.
To rekolekcje i jednocześnie przygotowanie do posługi muzycznej (śpiew, gra na instrumentach, dobór pieśni i wiele innych) dla Boga, innych ludzi i właściwie dla siebie też. Bo przecież muzyka może być formą modlitwy i może nas samych zbliżać do naszego Przyjaciela.
A mówiąc całkiem osobiście, KAMUZO jest można powiedzieć spełnieniem marzenia, gdyż będąc w 5 klasie na II st. Oazy Dzieci Bożych stwierdziłam, że
"chciałabym zostać animatorką, a najlepiej muzyczną".
I kto by pomyślał, że przez lata, w których czasem pogrywałam na gitarze znając kilka chwytów po pewnym czasie do tego wrócę, będę prowadzić scholę, a w końcu pojadę jako animatorka muzyczna na oazę. Chyba nie muszę dodawać, że śpiewać uwielbiam od zawsze :)Dlatego mój wyjazd na KAMUZO dla niektórych jest zaskoczeniem: "to nie byłaś?", dla innych oczywistością: "dla Ciebie to tylko formalność, i tak jesteś muzyczną", a dla mnie KAMUZO nie jest dla mnie czymś zwykłym, takim tylko żeby "mieć zaliczone", ale dopełnieniem tego, czego zapragnęłam jeszcze jako dziecko i motywacją do dalszej służby Bogu i bliźniemu.
Na koniec mały zestaw muzycznego ;)
środa, 1 stycznia 2014
Żyj.
Mamy kolejny nowy rok. Tylko czy ze zmianą się cyferki w dacie zmienia się coś jeszcze?
Niektórzy obiecują coś sobie w ramach tzw. postanowień noworocznych, inni podsumowują miniony już rok. Myślę, że i jedno i drugie zachowanie ma sens, pod warunkiem, że idzie za tym coś poza zwykłymi słowami.
Niektórzy obiecują coś sobie w ramach tzw. postanowień noworocznych, inni podsumowują miniony już rok. Myślę, że i jedno i drugie zachowanie ma sens, pod warunkiem, że idzie za tym coś poza zwykłymi słowami.
Warto spojrzeć na to, co nam się nie udało, co chcielibyśmy zmienić, ale też potrafić dostrzegać to, co dobre, pozytywne; te momenty, w których byliśmy szczęśliwi, pomyśleć o ludziach, dzięki którym to szczęście było możliwe. Gdy już zobaczysz to, co było właściwe, a co przykre dla Ciebie spójrz: przed Tobą nowy rok - kolejne 365 dni, które możesz wykorzystać.
Jak? To zależy od Ciebie.
Pamiętaj, aby dostrzegać dobro, które dzieje się wokół Ciebie, podążaj za tym, co naprawdę ważne i z uśmiechem żyj - po prostu żyj.
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Jedno życzenie.
Choinki, łańcuchy, renifery, mikołajowe czapeczki, świąteczne
piosenki, promocje.. chyba święta jakieś? Pewnie otworzyli 3000.
Biedronkę i stąd to całe zamieszanie! Nie?
A może...wiem! 2000 lat temu... został posadzony pierwszy świerk! Też nie... To o co w tym wszystkim chodzi?
Święta Bożego Narodzenia
A może...wiem! 2000 lat temu... został posadzony pierwszy świerk! Też nie... To o co w tym wszystkim chodzi?
W
tym momencie zamiast snuć refleksje na temat tego, co dzieje się wokół
chciałam Wam życzyć, żebyście w tym całym zamieszaniu nigdy nie
zapomnieli o tym, kto w te święta -
Święta Bożego Narodzenia
jest najważniejszy.
czwartek, 12 grudnia 2013
Kawałek papieru na ścianie.
Wiele ludzi, mnóstwo plakatów, akcji, cały czas coś się dzieje. Tak na co dzień prezentuje się miejsce, w którym spędzam obecnie sporą część mojego czasu. Uczelnia. I choć od jakiegoś czasu szukałam jakichś inspiracji to nie spodziewałam się, że znajdę je właśnie tam.
Pewnego dnia idąc korytarzem zauważyłam taką oto kartkę:
Pewnego dnia idąc korytarzem zauważyłam taką oto kartkę:
Twórz? Mądre w sumie i takie hmm..proste? Z wykonaniem gorzej, ale widok tej kartki pozostał w mojej pamięci. Później natknęłam się również na inne:
Wszystkie tak jak widać poprzyklejane niezbyt estetycznie na taśmę klejącą, ale co tam. Liczy się przekaz. Nie ma odnośnika do żadnej akcji, jest tylko podpis "Nice - Lemon". Kojarzę tą piosenkę, dosyć popularna ostatnio. Ale nie zauważyłam, że zawiera w sobie tyle pozytywnych porad na...życie właściwie. Ciekawi mnie też to, że komuś chciało się biegać po całej uczelni i oklejać ją kartkami z cytatami z piosenki. Może ktoś wyszedł z założenia, że sprawi, by czyjś dzień stał się przyjemniejszy? Jeśli tak, to udało mu się to przynajmniej dla jednej osoby :)
Na koniec jedna z moich ulubionych kartek.
poniedziałek, 25 listopada 2013
Przed Tobą wielka góra? Dasz radę!
Może to ta pogoda albo pora roku, albo po prostu trzeba na coś zrzucić odpowiedzialność za to, że czasem się zwyczajnie nie chce, brak motywacji do działania. Jednak trzeba żyć, trzeba tej motywacji szukać. Może warto zrobić coś dla siebie, dla innych np. hmm... upiec ciasteczka ;)
Przed nami stoją różne wyzwania, zadania. Warto jednak wziąć się w garść, stawić im czoła, nastawić się pozytywnie i działać. Jako motywator wrzucam mądrość z uczelnianej ławki.
Przed nami stoją różne wyzwania, zadania. Warto jednak wziąć się w garść, stawić im czoła, nastawić się pozytywnie i działać. Jako motywator wrzucam mądrość z uczelnianej ławki.
piątek, 25 października 2013
Poznajmy się po fosce.
Srebrna, drewniana, duża lub mała, na szyi, palcu czy przypięta przy marynarce.. Foska. Greckie słowa ΦΩΣ ΖΩΗ oznaczające Światło i Życie. Noszenie tego oazowego znaku doceniłam dopiero teraz, na studiach. Dla jednych to jakieś dziwne literki, dla innych kojarzący się harcerskim ZHP skrót, a dla członków i animatorów Ruchu to impuls do rozmowy:
I dalsza rozkmina na tematy oazowe i wszelkie inne mając świadomość, że rozmawia się z osobą, która kieruje się tymi samymi wartościami.
To bardzo miłe uczucie spotkać kogoś ze "swoich". Z jednej strony jest to gdzieś w głowie, że przecież w zasadzie się nie znamy, ale świadomość, że jest coś, i to coś bardzo ważnego, co nas łączy, niezwykle cieszy :)
"-Też jesteś z Oazy?
- No właśnie miałam pytać, bo zobaczyłam, że masz foskę na szyi."
To bardzo miłe uczucie spotkać kogoś ze "swoich". Z jednej strony jest to gdzieś w głowie, że przecież w zasadzie się nie znamy, ale świadomość, że jest coś, i to coś bardzo ważnego, co nas łączy, niezwykle cieszy :)
wtorek, 15 października 2013
Spotkanie z Sz.
Właśnie wróciłam z pewnego ciekawego miejsca, w którym można dostrzec
ogrom wkładu ludzkiej pracy, pomysłowość twórców czy uświadomić sobie,
że czasem czerń kryje w sobie światło, a biel - mrok. Brzmi to wszystko
zagadkowo, ale choć trochę intrygująco? Takie są moje
skojarzenia, kiedy wracam myślami do wystawy "Oblicza Azji". Wystawa? Co
w tym może być ciekawego? A no właśnie sama się zaskoczyłam. Do tej
pory, zdecydowana większość wyjść do muzeów, w których uczestniczyłam,
była organizowana ze szkoły i stanowiła raczej smutną konieczność,
dodatek, a czasem głównym elementem wycieczki, który chciało się jak
najszybciej skończyć, wyjść z muzeum i już tam nie wracać. Wiadomo, że
wiele zależy od muzeum, ale chyba jeszcze więcej od nastawienia. Dziś byłam na wystawie, bo chciałam na niej być. Wiedziałam, że będą znajomi, że zobaczę na żywo pracę koleżanki. I okazuje się, że sztuka wcale nie musi być nudna.
To, że nie wszystko (a czasem bardzo niewiele) z niej rozumiemy to nie
znaczy, że nie można pokusić się o zabawną czasem interpretację. Tym
bardziej jak komuś się to spodoba i potem słyszysz "Ej, słuchaj co
Karolina wymyśliła!".

Tutaj możecie zobaczyć część prac z wystawy "Oblicza Azji". Nie do porównania jest przejrzenie obrazków na monitorze ekranu z realnym obejrzeniem prac młodych artystów, ale być może zachęcą one kogoś do wybrania się na tą czy inną wystawę tak po prostu, z własnej woli, by zobaczyć i poczuć kawałek sztuki.
Tak to jest z tą sztuką, że czasem nie
trzeba wiele, by coś na pozór mało ciekawego (bo to niby tylko obraz,
plakat, rzeźba), poprzez użycie naszej wyobraźni, zamieniło się w coś
niezwykłego.

Tutaj możecie zobaczyć część prac z wystawy "Oblicza Azji". Nie do porównania jest przejrzenie obrazków na monitorze ekranu z realnym obejrzeniem prac młodych artystów, ale być może zachęcą one kogoś do wybrania się na tą czy inną wystawę tak po prostu, z własnej woli, by zobaczyć i poczuć kawałek sztuki.
niedziela, 6 października 2013
Zauroczenie.
To takie przyjemne uczucie. Pielęgnowane może doprowadzić nawet do Miłości. W obecnej sytuacji raczej nie spodziewam się jednak takiego przebiegu zdarzeń, gdyż pory roku dosyć szybko się zmieniają i niedługo zauroczenie jesienią (bo o niej mowa) przeminie. Jednak póki co zastanawiam się, jak można przejść obojętnie, gdy natura potrafi być tak niesamowita?
Podążając ulicami Warszawy co chwila zachwycam się pięknymi barwami drzew, spadającymi liśćmi czy przyjemnie ogrzewającymi ludzi promieniami Słońca.
Ktoś może spytać: Co w tym takiego niezwykłego? W sumie ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Może cały urok jest w tym, że to wszystko jest takie właśnie.. zwykłe, zwyczajne, pospolite. Tak zwykłe, że dla większości nie godne uwagi. A ja nie mogłam się powstrzymać, wracając z uczelni, by nie podnieść z ziemi niezwykle barwnego klonowego listka, potem kolejnego.. by się tym wszystkim nie zauroczyć. Takie proste, że aż może wydawać się śmieszne, ale czerpanie radości z małych rzeczy może dać pozytywną energię, poczucie szczęścia, a nawet chęć do życia. Trzeba tylko chcieć :)
Podążając ulicami Warszawy co chwila zachwycam się pięknymi barwami drzew, spadającymi liśćmi czy przyjemnie ogrzewającymi ludzi promieniami Słońca.
Ktoś może spytać: Co w tym takiego niezwykłego? W sumie ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Może cały urok jest w tym, że to wszystko jest takie właśnie.. zwykłe, zwyczajne, pospolite. Tak zwykłe, że dla większości nie godne uwagi. A ja nie mogłam się powstrzymać, wracając z uczelni, by nie podnieść z ziemi niezwykle barwnego klonowego listka, potem kolejnego.. by się tym wszystkim nie zauroczyć. Takie proste, że aż może wydawać się śmieszne, ale czerpanie radości z małych rzeczy może dać pozytywną energię, poczucie szczęścia, a nawet chęć do życia. Trzeba tylko chcieć :)
Poniższe zdjęcie to widok, który również mnie zauroczył (jak już w tym temacie jesteśmy) Ścieżka/trasa rolkowa. Świetna sprawa.
A Ciebie co ostatnio zauroczyło?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

































